Duże zainteresowanie kredytami we frankach szwajcarskich

Nikogo nie dziwi chyba widok nałogowego hazardzisty w kasynie chodź wie, że nie powinien. Podobnie jest z innego typu uzależnieniami. Ot cały urok uzależnienia, po prostu trzeba zapalić kolejnego papierosa, przechylić kolejny kieliszek. Ale doprawdy nie rozumiemy, jeśli tyle tysięcy Polaków przejechało się na kredytach denominowanych we frankach szwajcarskich, to dlaczego są one wciąż tak popularne, żeby nie napisać pożądane.

Cóż albo jesteśmy narodem nałogowych hazardzistów, albo lubimy pakować się sami w kłopoty, aby móc zwyczajnie na co później narzekać. Ot taka ci mentalność nasza. Ale przejdźmy do rzeczy. W II kwartale 2011 roku można było zauważyć duże ciśnienie w mediach, zarówno tych tradycyjnych, jak i nowych, na frank szwajcarski. Politycy zrobili z sytuacji kredytobiorców frankowych, kartę przetargową w kampaniach przedwyborczych. Rekordowy kurs franka w stosunku do rodzimej waluty stał się głównym tematem licznych publikacji oraz żartów. Od jakiegoś już czasu kredytobiorcy frankowi mają swój hymn – Pójdę Boso. Co ciekawe sytuacja wcale nie jest taka tragiczna, a przynajmniej nie można jej podpiąć pod kryzys narodowy, jak robi to ostatnio śmietanka świata polityki.

Kredyty budowlano-hipoteczne

Okazuje się, że ranking kredytów mieszkaniowych ma się wielce dobrze, a nawet tych denominowanych we franku szwajcarskim. System bankowy jest stabilny, kredyty hipoteczne nie należą do portfela kredytów zagrożonych. Nawet jeśli kurs CHF/PLN przekroczyłby magiczną granice 4 zł, chodź po ostatniej decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego o utrzymywaniu sztywnego kursu CHF do Euro na poziomie nieprzekraczającym 1,20 raczej to niemożliwe przynajmniej w najbliższej przyszłości, więc nie będzie problemów z terminową spłatą rat kredytów denominowanych w CHF.

Dzieje się tak dlatego, iż osoby zadłużone w szwajcarskiej walucie należą raczej do zamożniejszej części społeczeństwa. Niski koszt obsługi zadłużenia kredytów we franku w porównaniu do złotowych kredytów, sprzyja dobrej kondycji portfela kredytów mieszkaniowych w CHF. Sprawdźmy jak przedstawia się sytuacja ilości sprzedanych kredytów mieszkaniowych denominowanych we frankach szwajcarskich na tle rynku kredytów mieszkaniowych tak mówi ranking kredytów, począwszy od 2005 roku.

Kredyty hipoteczne w CHF

Patrząc na dane statystyczne zawarte w tabeli powyżej okazuje się, iż z kredytami frankowymi nie jest tak źle. Największy boom na kredyt mieliśmy w 2008 roku, kiedy to kurs franka szafował po dołach wykresu CHF/PLN. Od 2005 roku liczba nowych kredytów zaciągniętych w szwajcarskiej walucie wzrosła o blisko 100 %. Do 2008 roku udział kredytów denominowanych w CHF obejmował połowę ogólnej liczby udzielonych kredytów mieszkaniowych. Jedyny wyraźny spadek można było zauważyć w roku 2011 w stosunku do 2010. Wynika to może z niekompletnych danych, gdyż 2011 rok nie dobiegł jeszcze końca, więc liczba ta może się zwiększyć. Dla zobrazowania sytuacji na rankingu kredytów mieszkaniowych, przyjrzyjcie się wykresowi znajdującym się poniżej.

ranking kredytów mieszkaniowych ogółem i w CHF w okresie od 2005 do 2011 r.

Kolorem zielonym zaznaczyliśmy kredyty denominowane w szwajcarskiej walucie, kolorem czerwonym, a może i bordowym (przepraszamy nie jesteśmy specjalistami od kolorystyki) kredyty hipoteczne udzielone w każdej dostępnej na rynku walucie, w tym w PLN. Wyraźnie widać, iż kredyty w walucie szwajcarskiej nie tracą na popularności, mimo zaostrzenia przez banki procedur przyznawania kredytów denominowanych w obcej walucie oraz wycofania się kliku banków z oferowania kredytów w CHF. Obecnie jedynie cztery banki udzielają kredytów frankowych tj. BPH, Nordea, PKO BP oraz Deutsche Bank. Oferowane przez nich marże nie zachęcają do zaciągania kredytów we franku szwajcarskim.

Podsumowując powyższe informacje, mimo nagonki ze strony mediów o niezaciąganiu kredytów frankowych, Rekomendacji KNF-u, wysokich marż i niskiej podaży kredytów oraz rosnącego kursu franka w 2011 roku, nie zastopowało to skutecznie popularności frankowych kredytów. Fenomen socjologiczny, a może wrodzona chęć robienia na przekór? Nie naszą kompetencją jest rozstrzyganie tego dość dziwnego zjawiska.

Na zakończenie przytoczymy jeszcze jedną informację z danych opublikowanych przez Narodowy Bank Polski, która może nieco zadziwić, zwłaszcza polityków. Otóż okazuje się, iż w portfelu kredytów mieszkaniowych denominowanych w szwajcarskiej walucie w I półroczu 2011 roku, jedynie 1,53 % z nich jest zagrożonych. Natomiast aż 3,11 % kredytów mieszkaniowych udzielonych w rodzimej walucie jest zagrożonych w odniesieniu do całego portfela kredytów mieszkaniowych w PLN. Praktycznie dwukrotnie więcej.